środa, 19 listopada 2008

Obama: Judaizm był czynnikiem w definiowaniu mojej wiary

W wywiadzie udzielonym w 2004 roku, obecny prezydent-elekt Barack Obama powiedział, że Judaizm był znaczącym czynnikiem w krystalizowaniu się jego wiary.

Transkrypt wywiadu sprzed czterech lat został opublikowany się dopiero w tydzień po wyborach. “W co wierzysz?” - spytała się dziennikarka Cathleen Falsanni na krótko po tym jak Obama wygrał nominację Partii Demokratycznej na pozycję sentaora stanu Illinois. “Jestem chrześcijaninem” - odpowiedział Obama - “zatem mam głęboką wiarę, zatem [jej siła] pochodzi z chrześcijańskiej wiary. Z drugiej strony, urodziłem się na Hawajach gdzie oczywiście mamy do czynienia z wieloma wpływami [religii] Wschodu. W wieku od 6 do 9 lat mieszkałem w Indonezji, największym kraju muzułmańskim na świecie. Mój ojciec pochodzi z Kenii i chociaż prawdopodobnie byłby najcelniej nazwany agnostykiem, to jego ojciec był Muzułmaninem. Mógłbym też powiedzieć, że intelektualnie z Judaizmu zaczerpnąłem tyle samo co z innych religii.”




Z powyższego cytatu wyłania się obraz człowieka ukształtowanego przez zlepek fałszywych religii, a szczególne wskazanie na Judaizm i powoływanie się na czerpanie z niego “intelektualnych wartości”, ukazuje prezydenta-elekta jako niebezpieczne narzędzie w rękach syjonistycznych mocodawców kryjących się za jego plecami, na co wskazują choćby pierwsze nominacje syjonistów do Białego Domu.


http://jta.org/news/article/2008/11/13/1000945/obama-cited-judaism-as-influence#When:16:55:00Z

piątek, 14 listopada 2008

Żydowski ruch roszczeniowy: "Idźcie i odbierzcie naszą własność"… przekupując polskich polityk?w!

Shlomo Taub z Izraela, określany jako założyciel zarejestrowanej w Polsce organizacji mającej na celu "restytucję mienia żydowskiego w Polsce", udzielił wywiadu izraelskiemu radiu Israel National Radio i w ostrych słowach wezwał do jak najszybszego "odebrania mienia z rąk władz administracyjnych, głównie w Polsce, zarządzających majątkiem żydowskim".[1]

"Musimy pamiętać" - mówi Taub - "że przed wojną w Polsce było 3.5 miliona Żydów, a po niej ocalało tylko 280- do 300-tysięcy. Życie zostało wymazane, ale własność - nie, i ona tam ciągle jest. Wzywamy do uświadomienia sobie tego. Uświadomienie - oto motto naszej działalności. Prawo tych 280 tysięcy ocalalych do odebrania swojej własności, nigdy nie zostało zmazane ani zniszczone. Własność tam jest i jest używana. Mówimy więc: idźcie i odbierzcie ją, lub co najmniej pozwijcie o nią do sądu - w innym przypadku będzie stracona na zawsze. Czas jest absolutnie najważniejszy tutaj."

Pan Taub opowiada, że włączył się w ruch "restytucji mienia żydowskiego w Polsce" po swoim własnym doświadczeniu, gdy wbrew przestrogom swoich rodziców, przyjechał z powrotem do Polski. "Nam dzieciom zawsze wpajano, że nigdy już nie powinniśmy dotykać tego [mienia], bo jest poniżej naszej godności by dotykać polskiej ziemi"[2] - wspomina Taub, urodzony w Polsce i mieszkający po wojnie w Krakowie ("a rodzice posiadali tam posiadłości") do 1951 roku, kiedy to z rodziną wyjechał do Izraela. Około 10 lat temu pan Taub przyjechał do Polski i zdecydował się "zobaczyć swoją rodzinną własność". "Pojechałem więc i zobaczyłem piękne domy w centrum Krakowa, w żydowskiej dzielnicy. Domy były w dobrym stanie, z Polakami mieszkającymi w nich. Nie wiedzialem czy zdawali sobie oni sprawę kto jest właścicielem. Sprawdziłem też, że moi rodzice byli cały czas zapisani w księgach jako właściciele, a władze administracyjne zarządzały tylko własnością w imieniu nieobecnych właścicieli." - mówi Taub, który przystąpił od razu do działania. "Było mi bardzo łatwo udowodnić, że jestem spadkobiercą, ale musialem znaleźć miejscowe biuro prawnicze chcące dla mnie pracować. Zajęło mi dwa lata aby sąd orzekł zwrot tych dwóch pięknych domów w Krakowie. W tym czasie inni zapytywali mnie: "Słuchaj Shlomo, może znajdziesz naszą własność w Łodzi albo i w innych miejscach?" I tak właśnie narodziła się organizacja Legacy."

Pierwsze biuro organizacji Legacy (www.polishlegacy.org) powstało w Krakowie, "a następnie otworzyliśmy jedno w Warszawie, potem w Pradze, a teraz działamy w Rumunii i w Niemczech."

Taub jest zaniepokojony tym, że "w 60 lat po Holokauście, tyle żydowskich własności w Europie nie zostało zwróconych ich żydowskim wlaściclelom." "Jest dużo organizacji zajmujących się restytucją i kompesacją" - mówi Taub - "takie jak Jewish Agency, Bnai Brith, Kongres, itp., ale oni nic nie robią a dokumenty tylko zbierają kurz leżąc na półkach; klienci przychodzą później do mnie z tymi zakurzonymi aktami… Niestety, jest tam cały czas 40-miliardowa własność żydowska, leży nieruszona. A rząd izraelski w 2005 roku ocenił to na jeszcze większą sumę…"

Taub krytykuje również polskie rządy, które "grają cynicznie. Prawie każdego roku powstaje w Polsce nowy rząd i ich Premier wychodzi z nowymi pięknymi zaproszeniami do Żydów. Najnowszy polski Premier na przykład, ten wybrany w listopadzie zeszłego roku, zaoferował rekompensatę, ale powiedział, że będzie to minimalny procent prawdziwej wartości, na dodatek wypłacany i rozłożony na wiele lat. Chcą aby ludzie czekali w kolejce, próbowali dowodzić swojej własności, przynosili wszystkie dokumentacje, a potem, jeśli uda im się, mają otrzymać minimalną wartość. [...]"

Proces nie jest jednak ani prosty ani tani, podsumowuje Taub: "Czasami przedstawiciele władzy muszą być specjalnie wynagrodzeni; jakby to powiedzieć: trzeba przemówić do nich w ich własnym języku. Będą też inne koszty i to należy przygotować bardzo drobiazgowo, krok po kroku. Musimy pracować z prawnikami w Polsce, przyszli właściciele muszą udowodnić, że są spadkobiercami ostatnich właścicieli, a to nie jest łatwe i nie zawsze możliwe. Ale w końcu może to przynieść wielki zysk. Z każdych dziesięciu przypadków, dwa czy trzy kończą się sukcesem, co myślę jest dobrym wskaźnikiem - a te własności warte są setki tysięcy dolarów lub więcej."

"Nie wspominając aspektu moralnego" - dodaje prowadząca rozmowę w izraelskim radio Eve Harow - "Nie próbując odebrać tej własności, umożliwiamy sytuację, w której umożliwiamy również mordercom przejęcie jej, jak w przypadku króla Achaba" [starożytnego króla Izraela - biblijny symbol niegodziwości] [3].



Podkreślenia w tekście pochodzą od Redakcji BIBUŁY

PRZYPISY - brzmienie po angielsku wypowiedzianych słów:

1. "efforts to help Holocaust-era Jews reclaim their long-lost property from the hands of absentee-owner administration authorities, mostly in Poland."

2. "we [the children] were always told that we shouldn"t go touch it because it was unworthy for us to step on Polish soil."

3. "By not trying to claim these properties, we are allowing a situation of allowing the murderers to inherit as well, as in the case of King Ahab."

Dalsza konsolidacja mediów w rękach żydowskich

Postępująca konsolidacja rynku medialnego na świecie pokazuje wyraźnie, że poszczególne nitki zbiegają się najczęściej w rękach zaledwie kilku właścicieli. Uważnych obserwatorów nie powinno również zdziwić, że są to z reguły ręce właścicieli żydowskich. Ostatnia mega-transakcja na rynku amerykańskim potwierdza ten znany, choć skrzętnie ukrywany stan faktyczny.

Dyskusja na te tematy jest zakazana we wszelkich mediach głównego nurtu, z wyjątkiem dyspensy dawanej niskonakładowym pismom żydowskim bądź wybranym dziennikarzom, nie splamionym jeszcze mianem “samo-nienawidzącego się żyda” czy “żydowskiego antysemity”. Jednym z tych, którzy posiadają patent koszerności na wspominanie o tym temacie jest Alex Bremman, znany żydowski dziennikarz piszący do brytyjskiego dziennika The Daily Mail oraz do wydawanego w Londynie najstarszego pisma żydowskiego The Jewish Chronicle. W kwietniu br. zamieścił on artykuł pt “Żydowska rewolucja w amerykańskich mediach” (A yiddishe revolution in America’s media), w którym ukazuje stopień ogarnięcia mediów przez wszechwładzę żydowskich właścicieli.

Trwająca przez wiele lat na rynku wydawnictw prasowych pewnego rodzaju rywalizacja pomiędzy protestanckimi założycielami i właścicielami pism, a ich żydowskimi odpowiednikami, zostaje w końcu przerwana. Jeśli takie pisma jak The New York Times czy The Washington Post mogą chwalić się swoimi żydowskimi korzeniami, to firma Tribune Company, czyli właściciel dzienników Chicago Tribune, Newsday, Baltimore Sun czy Los Angeles Times, była poprzez swego założyciela Roberta McCormick - konserwatywnego Amerykanina z angielskim rodowodem - tego zaprzeczeniem. Niestety, czasy gdy żydowski sklepikarz czy żydowska dama nie ośmielili się wziąć do ręki wydawnictw McCormicka, dawno minęły. Teraz obserwujemy kolejny etap rewolucji. 2 kwietnia br. dyrekcja Tribune Company oznajmiła o sprzedaży koncernu, który przechodzi w ręce żydowskiego multimiliardera Sama Zell. Tribune Company - stary, założony w 1848 roku, a dzisiaj największy koncern multimedialny w Ameryce, skupiający 26 stacji telewizyjnych i 16 największych dzienników, klub sportowy Chicago Cubs, firmy dystrybucyjne i reklamowe - sprzedany za kwotę około 13 miliardów dolarów, staje się kolejnym elementem dominacji i wyraźnej nadreprezentacji żydowskich właścicieli amerykańskich mediów.

Koncern Tribune Company trafia więc w ręce Sama Zell, syna emigranta z Polski - Berka Zielonki, gdyż ojciec po opuszczeniu Polski na krótko przed wybuchem wojny, zmienił imię i nazwisko po przybyciu do Stanów Zjednoczonych (zob. tutaj, zdjęcia tutaj). Majątek Sama Zella-Zielonki odziedziczony po Berku Zielonce vel Bernardzie Zell, pomnożony w wyniku spekulacyjnych transakcji na rynku nieruchomości, szacowany jest dzisiaj na przeszło 4 miliardy dolarów i klasyfikowany jest on przez pismo Forbes na 52 miejscu najbogatszych ludzi w Ameryce. Znany jest z umiejętności politycznego lawirowania, wspierając swymi hojnymi dotacjami zarówno Partię Demokratyczną jak i Republikańską.

Dla Zell-Zielonki liczy się biznes i jak sam oznajmia, nie czuje dziennikarstwa. Nabyte przy ostatniej transakcji pismo Los Angeles Times, obok takich znanych dzienników jak The Washington Post czy The New York Times, kojarzone było dotychczas z solidnym warsztatem dziennikarskim [choć nie zawsze pokrywa się to z obiektywnym, rzetelnym przekazywaniem faktów] i istnieje niebezpieczeństwo, że może się to diametralnie zmienić. Tym bardziej, że Zell-Zielonka rozważa pozbycie się pisma kalifornijskiego innemu żydowskiemu miliarderowi - Davidowi Geffen (współzałożycielowi wraz z żydowskim reżyserem Stevenem Spielbergiem i żydowskim producentem filmowym Jeffreyem Katzenbergiem, jednej z największej firmy przemysłu filmowego DreamWorks Animation SKG - SKG to skrót od “Spielberg-Katzenberg-Geffen”), znanego z jednoznacznej postawy ideologiczno-politycznej, na dodatek z otwartego obnoszenia się swoimi preferencjami homoseksualnymi.

Alex Bremman, autor artykułu konkluduje: “Zell i Geffen nie są właścicielami gazet o cechach tradycyjnego wydawcy, ale obaj są doskonale znani ze swojej żydowskości i stanowiska pro-Izraelskiego. Mogą oni przynieść ze sobą inne spojrzenie na perspektywę wydawniczą uznawaną przez poprzednich, amerykańskich wydawców. [...] Zell twiedzi, że odda sprawy dziennikarskie tym, którzy się na tym znają, jednak właściciele pism zawsze mają trudności z odstawieniem rąk od przynoszącego zyski przedsięwzięcia.”



Przekazanie kolejnych wydawnictw amerykańskich w ręce żydowskie, cementuje własność żydowską w najważniejszych dziedzinach życia społecznego i zamyka przeciętnemu Amerykaninowi w sposób skuteczny drogę do zdobycia rzetelnej informacji. Zamiast tego, w jeszcze większym stopniu prowadzona będzie kampania prania mózgów przez znanych proizraelskich sympatyków i syjonistycznych ideologów, dla których takie pojęcia jak prawda, obiektywizm, dociekanie do ustalenia faktów, są z natury rzeczy zupełnie im obce. Bogate, szczycące się solidnością amerykańskie dziennikarstwo z wieloma niekoniunkturalnymi dziennikarzami, zmuszone będzie szukać innych dróg docierania do Czytelników z rzetelnymi analizami i bieżącą, nie skażoną półprawdami informacją.

Brooklyn: Żyd-prowokator rozprowadzający ulotki wzywające do "Zabicia wszystkich Żydów", oficjalnie oskarżony przez prokuraturę

Prokurator Dystryktu Brooklyn wniósł oficjalny akt oskarżenia przeciwko Ivaylo Ivanovowi, Żydowi który dokonywał antysemickich aktów malując swastyki i rozprowadzając ulotki wzywające do "Zabicia wszystkich Żydów".

37-letni Ivanov oskarżony jest o dokonanie ponad 100 kryminalnych czynów - oświadczył na konferencji prasowej w niedzielę, 27 stycznia br. prokurator Charles J. Hynes. Za czyny te, m.in. rozprowadzanie ulotek z napisami "Kill All Jews!" oraz malowanie swastyk w 23 miejscach, w tym 2 synagogach, Ivanovowi grozi kara do 25 pozbawienia wolności.

Ivanov odpowie osobno za posiadanie broni i materiałów wybuchowych, w tym zdalnie sterowanych detonatorów.

W pierwszym komunikacie o aresztowaniu Ivanowa, dziennik The New York Times stwierdził, iż Ivanov jest urodzonym we Włoszech Żydem, który wychował się w Bułgarii, a później był szkolony przez izraelski wywiad Mossad.

Narastający problem polskich Marranos

Tzw. wychodzenie z ukrycia, dobitniej wypowiadane w wersji angielskiej jako “wychodzenie z szafy”, zaczyna być coraz bardziej modne i w Polsce. Termin ten przylgnął do osobników o odmiennych preferencjach seksualnych, publicznie demonstrujących znaczenie swej drugiej twarzy (!), a obecnie zaczyna być używany przez polskich Marranos, czyli żyjących dotychczas w ukryciu Żydów, którzy - jak podają izraelskie źródła - niemal w masowej liczbie zaczynają przyznawać się do swoich “korzeni”.

O skali zjawiska dowiadujemy się bowiem z artykułu zamieszczonego w izraelskim serwisie informacyjnym Israel National News podającym iż oto dwaj rabini spełniający to zadanie - Główny Rabin Krakowa, rabin Boaz Pash oraz Główny Rabin Wrocławia, rabin Yitzhak Rapaport, nie są w stanie sprostać narastającym potrzebom i właśnie przerzucono na “linię frontu” pomocnika - rabina Pinchas Zarcynsky, mającego obsługiwać teren Warszawy. Ci trzej rabini są wysłannikami organizacji o nazwie Shavei Israel, która ma za zadanie - cytat - “wyszukiwanie ukrytych Żydów i wyciąganie ich z szafy”. Okazuje się bowiem, że “skala ‘ukrytych Żydów’ stanowi ostatnio w Polsce fenomen o wzrastającym natężeniu, z wielką liczbą Żydów powoli powracających do Judaizmu i do społeczności żydowskiej” - stwierdza izraelski serwis informacyjny, który od razu też wyjaśnia wszystkim jak doszło do tego, że Żydzi w Polsce poukrywali się.

Otóż “wielu z tych Żydów straciło kontakt z Judaizmem za przyczyną” - proszę dokładnie posłuchać - “ekstremalnie silnego antysemityzmu, którego doświadczyli oni w okresie po Holokauście”. Co więcej: “niektórzy z nich nawet przeszli na [katolicyzm] [ang. Converted], inni ukrywali swój Judaizm przed władzami komunistycznymi”. No, ale ciemne czasy historii mają jednak swoje szczęśliwe zakończenie, gdyż wychodzący z ukrycia polscy Żydzi “teraz mogą swobodnie przywrócić swą prawdziwą tożsamość”. Cóż za radość zapanowała nad Wisłą za rządów prezydenta Kaczyńskiego zapalającego razem z arcybiskupem Nyczem menorę w Pałacu Prezydenckim i zezwalającego na działalność antykatolickiej masońskiej organizacji B’nai B’rith, która odrodziła się po mrocznych latach zakazu wydanego jeszcze przez prezydenta Mościckiego. Radość owa ogarnia również coraz większe kręgi, okazuje się bowiem, że “fenomen [przyjmowania Judaizmu] dotyczy również młodych Żydów, którzy zostali zaadaptowani przez katolickie rodziny i instytucje podczas Holokaustu. Nic im nie powiedziano o ich żydowskiej tożsamości i właśnie w ostatnich latach powoli zaczynają ją odkrywać.” Co prawda “dzisiaj zarejestrowanych jest w Polsce około 4 tysięcy Żydów, jednak zgodnie z różnymi ocenami, jest tam dziesiątki tysięcy kolejnych, którzy albo zatajają swoją prawdziwą tożsamość, albo po prostu nie są jej świadomi.”

Wydobyciu ich z tego stanu nieświadomości ma pomóc 27-letni rabin Zarcynsky, który przybywa do Polski z tą specjalną misją prosto z Jerozolimy. Przybywa wraz z żoną i małym dzieckiem, co być może będzie uznane kiedyś przez historię za akt heroiczny i przyjdzie stawiać pomniki rodzinie rabina, która dobrowolnie wystawiła się do walki “na froncie”, mężnie znosząc świszczące po całej Polsce pociski polskiego antysemityzmu. Pan rabin uzbrojony jest jednak we władanie językiem polskim, a z dyplomem wydziału architektury z łatwością będzie uznany przez warszawskie elyty za jednego ze swoich.

A walka o dusze może w warunkach ‘demokratycznej Polski’ przynieść owoce. “Od czasu upadku Żelaznej Kurtyny, coraz większa liczba Polaków zaczęła odkrywać w swoich rodzinach żydowskie korzenie, które często były ukrywane z obawy przed prześladowaniami ze strony Nazistów, a później komunistów” - mówi szef organizacji Shavei Israel, Michale Freund. O jakich to prześladowaniach Żydów ze strony komunistów pan Freund mówi, nie tak trudno zgadnąć, jeśli oczywiście przyzna się on do znajomości faktów, iż prześladowcami byli sami Żydzi, którzy zajmowali w aparacie partyjnym i bezpiece kluczowe stanowiska i gdzie komunistyczni Żydzi stalinowskiego sortu walczyli z trockistowskimi ideowcami. Dla pana Freunda być może nie ma to znaczenia, tak samo jak wydaje się być nieważnym fakt, iż narzucona powojennej Polsce komunistyczna dyktatura jest tworem przywleczonym z bolszewickiej Rosji, gdzie stworzona została głównie przez zainfekowanego marksistowskim mesjanizmem, po raz kolejny fundującego eksperyment “raju na Ziemii” - “Rewolucyjnego Żyda”.

Te detale nie mogą mieć jednak żadnego znaczenia, oto bowiem wszystko ma teraz wrócić na właściwe tory - układane na modłę żydowskich architektów - ma wszystko powrócić do budowy kolejnego “nowego wspaniałego świata”, bowiem “Gdy teraz Polska przyjęła demokrację, ludzie czują się wolniejsi w odkrywaniu swojej przeszłości i wielu odkryło fakt, iż ich rodzice albo dziadkowie byli Żydami.”

W krakowskim Kazimierzu spotkała się właśnie taka grupa nowo-odkrytych Żydów na panelu dyskusyjnym, wykładach i “tradycyjnym szabasie”. Wśród uczestników był “23-letni Jacek z Wrocławia” - niestety nazwiska nie podano, być może z bojaźni przed jeszcze ciągle szalejącym antysemityzmem. Tenże Jacek z Wrocławia (w nawiasie nie omieszkano podać: “dawniej Breslau”), “odkrył swą żydowską tożsamość dwa lata temu podczas oglądania wraz ze swoją matką, telewizyjnego programu o konflikcie palestyńsko-izraelskim. Jej rzucona mimowolnie uwaga: ‘Teraz wiesz dlaczego mój nos jest taki duży’, obudziła w nim chęć poznania prawdziwych korzeni.” Jacek dowiedział się, że “jego pra-pradziadek ze strony matki był niemieckim żołnierzem służącym w Wehrmachcie podczas II Wojny Światowej. Poślubił on Żydówkę co - zgodnie z prawem żydowskim - czyniło ich dzieci Żydami. Mieli oni córkę, która urodziła później dziewczynkę - matkę Jacka, co czyni Jacka również Żydem. Jacek nosi teraz Gwiazdę Dawida na swoich piersiach i uczęszcza każdego tygodnia na szabasowe obrzędy we wrocławskiej synagodze.”


Ilu jest w Polsce takich Jacków, czas pokaże. W dobie pobłażliwości do odwiecznego żydowskiego antykatolicyzmu - pobłażliwości również ze strony posoborowego Kościoła, m.in. w osobach takich szkodników jak kard. Kasper czy krypto-żydów jak kard. Lustiger (a i w Polsce mamy garść talmudycznych filozofów) - w dobie tzw. tolerancji religijnej wtłaczanej celem walki z Wiarą Katolicką, w dobie rządów politycznych impotentów składających niekończące się ukłony w stronę szowinistycznego, rasistowskiego a podstępnego światowego syjonizmu - będzie się ich liczba mnożyć. Część rzeczywiście odkryje, iż pradziadowie zostali wygnani z Portugalii, Hiszpanii czy Francji i dotarli do Amsterdamu, Pragi czy Warszawy. Być może co dociekliwsi z dumą będą obnosić się tym, że wygnano ich przodków z katolickich krajów za antypaństwową, burzącą porządek społeczny działalność, za szerzenie krypto-judaizmu przy zajmowaniu najszczytniejszych urzędów w królestwie, a nawet w Kościele. Być może część z nich będzie potomkami zrzucających sutannę conversos, którzy mogąc oddychać klimatem amsterdamskiego XVI- i XVII-wiecznego powietrza, od razu poddali się obrzezaniu i rzucili w wir antykatolickiej działalności wspomagając sekty protestanckie i do spółki z kupcami żydowskimi rozwożąc po świecie heretyckie biblie Marcina Lutra. Być może znajdzie się więcej takich potomków żołnierzy Wehrmachtu, a może nawet SS i Gestapo. Kto to wie. Nadszedł bowiem czas na zbieranie zatrutych plonów “wolności religijnej”.


Wykorzystane źródła:

IsraelNationalNews http://www.israelnationalnews.com/News/News.aspx/128267
IsraelNationalNews http://www.israelnationalnews.com/News/News.aspx/124124

Zacieśnia się atak na Polskę: reaktywowano polski oddział żydowskiej loży masońskiej Bnai Brith

W niedzielę, 9 września br. organizacja żydowska o nazwie "Niezależny Zakon Synów Przymierza" - Independent Order of B’nai B’rith, reaktywowała po prawie 70 latach swoją działalność w Polsce. W uroczystości w Warszawie wzięło udział wiele osób, m.in. prezydent B’nai B’rith International Moishe Smith, który powiedział, że "Duma emanuje z tłumnie tu zgromadzonych 37 braci i sióstr, wobec faktu iż stają się częścią naszej światowej rodziny. Był to moment dumy i zaszczytu, dla mnie osobiście oraz dla wszystkich w B’nai B’rith". Daniel S. Mariaschin, wice prezydent loży w Waszyngtonie dodał, że "Otwarcie naszej loży w Warszawie jest wielkim wydarzeniem. Mając na uwadze długą, lecz przerwaną historię B’nai B’rith w Polsce oraz obecne stosunki kraju [Polski] ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, a także fakt przynależności do Unii Europejskiej i odradzanie się życia żydowskiego [w Polsce], nasza loża może działać jako ważny uczestnik w szerokiej gamie zagadnień, którymi zajmuje się B’nai B’rith oraz szerszymi planami żydowskimi."

Prezydentem loży B’nai B’rith w Warszawie został dr Andrzej Friedman, a sekretarzem generalnym Malka Kafka.

Po uroczystości nastąpiło spotkanie ambasadora USA w Warszawie, Victor Ashe z szefami B’nai B’rith. W krótkim komunikacie Ambasady Stanów Zjednoczonych w Warszawie, zamieszczonym na stronie internetowej Ambasady, stwierdzono, iż: "9 września przy okazji otwarcia nowej loży B’nai B’rith w Warszawie ambasador Victor Ashe spotkał się z działaczami tej organizacji – prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Otwarcie warszawskiej loży B’nai B’rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności."



Organizacja B’nai B’rith jest żydowską, nacjonalistyczną, syjonistyczną i masońską, a ze swej natury i celów całkowicie antychrześcijańską organizacją, której źródło stanowi mieszanina masońskiego rytu York i Odd Fellows. Założona została w 1848 roku w Nowym Jorku i przyjęła wzór wolnomularski, symbole masońskie, rytuały, stopnie oraz sposób prowadzenia działalności. Jak wskazuje na to wiele autorów, w tym ks. prof. Michał Poradowski, celem organizacji jest jednoczenie środowiska żydowskiego i tworzenie warunków do politycznej, gospodarczej i religijnej dominacja nad światem w ramach budowania tzw. Nowego Światowego Porządku. Tak jak wiele oficjalnie działających organizacji masońskich, tak i B’nai B’rith uczestniczy w spektakularnych akcjach charytatywnych mających stanowić rodzaj medialnej zasłony dymnej.

Loża B’nai B’rith w niepodległej Polsce uregulowała swoją oficjalną działalność w 1923 roku, lecz wszystkie 11 lóż masońskich zostało zdelegalizowanych w 1938 roku.

Kościół katolicki od wieków przestrzegał wiernych przed jakimikolkwiek kontaktami z lożami masońskimi, a każdy kto je wspomagał lub zostawał ich członkiem, był automatycznie ekskomunikowany. Już w 1738 roku roku papież Klemens XII wydał Konstytucję Apostolską, w której uznaje masonerię za herezję i zobowiązuje biskupów do traktowania jej członków jako podejrzanych o herezję. Z uwagi na niezwykłą ważność zagadnienia, rozbudowę masonerii oraz napływających i ujawnianych faktów desktrukcyjnej jej działalności, wielu kolejnych papieży zajmowało się zagadnieniami masonerii przestrzegając i nakładając karę ekskomuniki dla wiernych wchodzących w jej struktury.

Pomimo wielu prób zniesienia bądź łagodzenia obowiązujących kar, podejmowanych przez zarażonych modernizmem posoborowych hierarchów, do dnia dzisiejszego obowiązuje w Kościele kara ekskomuniki. Wyrażone zostało to i potwierdzone przez Prefekta Kongregacji Nauki Wiary kard. Józefa Ratzingera, który dnia 26 listopada 1983 roku ogłosił deklarację o stowarzyszeniach masońskich Quaesitum est: de associationibus massonicis

Oto dla przypomnienia jej pełny tekst:

Zwrócono się z zapytaniem, czy uległa zmianie opinia Kościoła w sprawie stowarzyszeń masońskich, ponieważ w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego (w przeciwieństwie do poprzedniego) zagadnienie nie zostało wprost poruszone.Święta Kongregacja Nauki Wiary może odpowiedzieć, że taka okoliczność jest podyktowana kryterium redakcyjnym, co dotyczy także innych stowarzyszeń podobnie nie wspomnianych, ujmowanych w szerszych kategoriach. Pozostaje jednak niezmieniony negatywna opinia Kościoła w sprawie stowarzyszeń masońskich, ponieważ ich zasady zawsze były uważane za niezgodne z nauką Kościoła i dlatego przynależność do nich pozostaje zakazana. Wierni, którzy należą do stowarzyszeń masońskich, są w stanie grzechu ciężkiego i nie mogą przystępować do Komunii Świętej. Nie należy do lokalnego autorytetu eklezjalnego wypowiadanie się o naturze stowarzyszeń masońskich sądem, który implikowałby uchylenie tego, co wyżej ustalono, i to, co jest zawarte w Deklaracji Świętej Kongregacji Nauki Wiary z dnia 17 lutego 1981 r. (AAS 73 [1981] 240-241). W czasie audiencji, udzielonej niżej podpisanemu Kardynałowi Prefektowi, Jego Świątobliwość Jan Paweł II zatwierdził niniejszą Deklarację, uchwaloną na zebraniu plenarnym Kongregacji i nakazał jej opublikowanie.

Rzym, w siedzibie Świętej Kongregacji Nauki Wiary, 26 listopada 1983 r.+JOSEPH Kard. RATZINGER
Prefekt +JÉRÔME HAMER OP
Abp tyt. Loreny




Niestety, przy przyjęciu obłędnej drogi ekumenizmu i "dialogu" z innowiercami, posoborowi papieże, w tym Jan Paweł II oraz ostatnio Benedykt XVI (18 grudnia 2006) przyjmowali delegacje B’nai B’rith i w niezwyle ciepłych słowach wypowiadali się o działalności tej organizacji. Takie przyjęcie wrogów chrześcijaństwa, takie podejście do ich działalności i takie wypowiedziane słowa stanowią obrazę i przekreślenie krucjaty Kościoła przeciwko szatańskim siłom Zła.

Tak więc w Polsce, po 70 latach nieobecności zalegalizowana została antykościelna i burząca chrześcijański porządek społeczny organizacja. Walcząc z Polską na pierwszy plan umieściła sobie - jak widać z notki Ambasady USA - tzw. restytucję mienia, czyli grabież Polski na około 64 miliardy dolarów. Do przeprowadzenia tego planu niezbędne jest zamknięcie niezależnych ośrodków medialnych skupionych wokół Radia Maryja.

środa, 12 listopada 2008

W Berlinie odkryto oryginalne plany budowy niemieckiego obozu zagłady Auschwitz”, czyli kolejny przykład manipulacji medialnej "

Jak poinformowały media na całym świecie, a w ślad za tym kilka czołowych dzienników w Polsce, w przeddzień rocznicy tzw. Kryształowej Nocy “odkryto w Berlinie oryginalne plany niemieckiego obozu zagłady Auschwitz”. To sensacyjne “odkrycie”, dokonane na wyraźne zamówienie polityczne, opublikowała bulwarowa niemiecka gazeta Bild, zamieszczając 28 pożółkłych kartek “znalezionych przypadkowo w jednym z berlińskich mieszkań”.

Rozgłośnie Polskiego Radia oraz w jeszcze większym stopniu ‘Gazeta Wyborcza’, czyli “żydowska gazeta dla Polaków” narzucająca społeczeństwu polskiemu jedynie-słuszny sposób postrzegania historii, wraz z SB-cką stacją TVN24 oraz kilkoma innymi dziennikami, zgodnie nagłośniły znaczenie sensacyjnych planów, które “udowadniają ponad wszelką wątpliwość, że każdy kto miał do czynienia z budową obozu koncentracyjnego Auschwitz musiał wiedzieć, że ma on służyć do uśmiercania ludzi gazem na przemysłową skalę”.

Świat podczas 70. rocznicy ‘Kryszałowej Nocy’ obchodzonej jako kolejne święto Przemysłu Holokaustu, miał więc o czym mówić. Wszyscy smutnie pokiwali głowami nad kolejnym nienaruszalnym dowodem - tym razem już chyba ostatecznym, “udowadniającym ponad wszelką wątpliwość” - na istnienie i zbrodnicze funkcjonowanie “komór gazowych” w obozie KL Auschwitz. Opublikowane dokumenty pokazują bowiem “w skali jeden do stu projekty, rysunki, rzuty z góry i z boku planowanych komór gazowych, krematoriów i budynków gospodarczych nazistowskiego obozu śmierci”. A wszystko to zostało oczywiście zaaprobowane przez najwyższych funkcjonariuszy niemieckiej Rzeszy, wszak “Jeden z planów jest osobiście podpisany zielonym atramentem przez organizatora masowej zagłady - szefa SS Heinricha Himmlera”.

Gdy jednak w dzień później izraelski dziennik Haaretz opublikował wiadomość pod jednoznacznym tytułem: “Ekspert obozu Auschwitz stwierdza, że znalezione w Berlinie plany nie dotyczą obozu zagłady”, światowe media będące narzędziem socjotechnicznego kształtowania świadomości, a nie rzetelnego informowania, informację tę po prostu zignorowały, mimo iż pochodziła z koszernego źródła. Nie spotkałem dotąd ani jednej wzmianki w mediach polskojęzycznych o sprostowaniu zamieszczonej wcześniej sensacyjnej i “udowadniającej ponad wszelką wątpliwość” wiadomości. Nie było sprostowania, za to w świat poszły - i jeszcze głębiej zapadły w świadomość - podtytuły, wytłuszczenia i inne złowieszczne hasła typu “Holokaust zaplanowany”, czy też “To dowód, że zagłada Żydów była zaplanowana”.

A cóż takiego stwierdza informacja w dzienniku Haaretz ? Ano to, co wiemy od dawna, mianowicie, że “sensacyjne dokumenty” znane są od wielu, wielu lat i “nie są planami budowy obozu zagłady Auschwitz-Birkenau, ale wcześniejszymi planami budowy [jakiegoś] obozu pracy przymusowej” - mówi Robert Jan van Pelt, określany mianem eksperta planów architektonicznych Auschwitz. (Jakim to jest on ekspertem, to inna sprawa, choć uznany został za takiego przez żydowskie środowiska Przemysłu Holokaustu, i jako taki właśnie ekspert występował podczas słynnego procesu wytoczonego przez Davida Irvinga). Van Pelt dodaje, że kopie tych dokumentów znajdują się od lat np. w Muzeum Obozu Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu oraz że “ma wątpliwości co do autentyczności” nawet tych dokumentów. Podważa on również autentyczność podpisu szefa SS Heinricha Himmlera, bowiem zastosowując wiedzę o działalności biurokratycznej machiny III Rzeszy, “nigdy na podobnych dokumentach nie składał on podpisów”.

Mało tego, Van Pelt stwiedza wprost, że “komory gazowe” (ujęte przez Van Pelta w cudzysłów) na jednym z planów, oznaczają pomieszczenie do dezynfekcji ubrań, czyli odwszawiania - czynności powszechnie stosowanej w obozach i koszarach wojskowych, na co są liczne dowody, w przeciwnieństwie do innych zastosowań insektycydu znanego pod niemiecką nazwą ‘Zyklon-B’, środka odwszawiającego stosowanego w koszarach już podczas I Wojny Światowej. Van Pelt dodaje, że plany te dotyczą nie obozu śmierci (Auschwitz), ale jakiegoś innego wielkiego obozu, który “miał powstać”. Co więcej, historyk Ralf Georg Reuth, autor “sensacyjnej wiadomości” zamieszczonej w brukowcu Bild, potwierdził w wywiadzie dla Haaretz, że plany te nie są nowością, są znane historykom od dawna, chociaż “niemieckie instytucje nie posiadają oryginałów lecz kopie dokumentów”. Oryginały mają bowiem znajdować się w archiwach moskiewskich. Reuth oczywiście “nie chciał ujawnić gdzie i kiedy plany te [czyli rzekome oryginały] zostały znalezione”.

I tutaj tkwi klucz do całego zagadnienia. Moskwa, przejmując ogromną ilość archiwów III Rzeszy i nie ujawniając większości z nich, jest w stanie w dowolny sposób szantażować świat, potwierdzając, zaprzeczając, bądź zwyczajnie fałszując niemieckie dokumenty. Jest w stanie współuczestniczyć w kreowaniu historii i tworzeniu mitów. Posiada też moc obalania narosłych mitów, co w dobie Przemysłu Holokaustu i ustanawiania nowej światowej religii - Religii Holokaustu, ma kapitalne znaczenie politycznego szantażu. Może też w dowolny sposób spychać odpowiedzialność za dokonane przez sowiecki aparat ludobójstwo dziesiątków milionów ludzi, na innych.

Dopóki nie ujrzymy wszystkich dokumentów spoczywających głęboko w moskiewskich archiwach - lecz także i w archiwach Waszyngtonu i Tel Awiwu - będziemy w dalszym ciągu jako społeczeństwa obiektem manipulacji historycznej. Od zakończenia wojny minęło już ponad 60 lat, lecz dalej nie znamy decydujących dla świata przyczyn poszczególnych wydarzeń. Dalej więc będziemy przedmiotem łatwej manipulacji.

Przykład “sensacyjnej wiadomości” z dziennika Bild pokazuje to w całej okazałości. Wystarczyło, że słynący z zamieszczania “gołych bab” brukowiec napisał w korzystnym politycznie momencie jakiś sprzyjający establishmentowi artykuł, by ślepe i posłuszne media na całym świecie, zaserwowały go swojemu proletariatowi. A ten, w dobie kształtowania świadomości przez medialnych kapłanów, na komendę wzburzy się, na komendę powstanie, upadnie, zapłacze. I uwierzy we wszystko.

Lech Maziakowski
Washington, DC | 11-11-2008 | www.bibula.com




Wykorzystane źródła:

PolskieRadio.pl
http://polskieradio.pl/iar/prasazagraniczna/artykul74683.html

Gazeta.pl
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,5899148,Plany_budowy_Auschwitz_publikuje_niemiecka_bulwarowka.html

TVN24.pl
http://www.tvn24.pl/12691,1572425,0,1,plany-auschwitz-odnalezione-zobacz,wiadomosc.html

Haaretz
http://www.haaretz.com/hasen/spages/1035958.html

Bild.de
http://www.bild.de/BILD/news/vermischtes/2008/11/08/auschwitz-die-bauplaene/bild-zeigt-dokumente-des-grauens-die-jetzt-in-berlin-gefunden-wurden.html